OPUSZCZONE MIASTO, autor: Deat(c)hClaw


  Gdzie na postapokaliptycznej pustyni...


- Widzisz te zabudowania - przemwi jeden z dwch wdrowcw.
- Wygldaj cakiem obiecujco - na twarzy drugiego pojawi si may umiech - moe tam dostaniemy jak amunicj, albo chocia jedzenie.
  Obaj wydawali si by dowiadczonymi podrnikami. Moe byli to jedni z tych, dla ktrych pustynia bya "domem". Tak mona by powiedzie o ludziach, ktrzy cae swoje ycie spdzili wanie w tym miejscu. yli tu z wielu powodw: jedni apali tribali, aby potem sprzeda ich znanej kademu "Gildii owcw Niewolnikw" w Den. Inni wprost przeciwnie - powicali si, aby zatrzyma t machin za i zepsucia, jak bez wtpienia byo niewolnictwo. Take mieli na to wiele powodw. Najczstszym byo to, e owcy zabili kogo z ich rodziny lub przyjaci. Naszych bohaterw mona zaliczy do tej drugiej grupy.
- Ej! Jest tu kto!? - krzykn Dick, widzc e nikt nie wyszed im na powitanie. Byo to niespotykane zachowanie pord mieszkacw maych osad, ktrzy zawsze prbowali chocia dowiedzie si, jaki interes maj wdrowcy.
- Co mi si tu nie podoba - czoo kompana Dicka zmarszczyo si. By rolejszy, ale wola unika walki. Amunicja bya zbyt droga. A w tym wiecie i tak postura mao si liczya w walce. Mona byo zosta tylko wikszym kawakiem arcia dla Geckw.
- Kto powinniem tu by, a wokoo jest cakiem pusto.
- Budynki wygldaj cakiem niele. Jeszcze przed kilkoma dniami musia tu kto by.
- Tak, ale jeli tutaj kto by, to dlaczego odszed?
- Nie wiem Geoffrey, nie wiem...
  Miasto rzeczywicie wygldao na to, jakby kto opuci je w wielkim popiechu. Na sznurach wisiao jeszcze rozwieszone pranie, a okna i drzwi nie byy wcale pozamykane.
- Wiesz co, Dick - zagada wyranie zmartwiony Geoffrey - Ostatnio, w NCR syszaem o grupkach potworw grasujcych na tym szlaku. Podobno to pozostaoci jakiej Armii Mistrza. Jakie 80 lat wstecz grasowali na wikszym obszarze. Ale potem pojawi si jaki facet i rozwali j, wraz z jej przywdc. Podobno skadaa si ona z mutantw. Ale moe to wszystko to tylko legenda.
- W kadej legendzie jest troch prawdy. Poszukajmy amunicji, jedzenia i moe czego co daoby si przehandlowa i spadajmy. Nie chc ryzykowa bliskiego spotkania z tymi stworami.
  Obcy zabrali si za przeszukiwanie domw. Myleli, e znajd co cennego. W tych czasch liczya si kada przydatna rzecz. Zdziwili si, gdy natrafili na rne ciekawe przedmioty np. koci do gry, zapalniczk, czy kilka narzdzi. Ale cakiem zaniemwili, gdy znaleli zachowan w doskonaym stanie strzelb. Nawet czowiek opuszczajcy miasto w duym popiechu nie mg zostawi takiego skarbu.
  W tej chwili poczuli, e to miasto kryje w sobie jak tajemnic. Mroczn i gron jak noc na otwartej pustyni. Wiedzieli rwnie, e to miasto nie jest do koca opuszczone. Jakie istoty nadal tu byy i z jakiego powodu si ukryway...
  Podrnicy zdecydowali, e zostan w miecie na noc. Ju kiedy tu dotarli, zaczynao zmierzcha, a nikt przy zdrowych zmysach nie zaryzykowaby wdrwki po pustyni podczas nocy. Nie brakowao im odwagi i napewno nie czuli lku mylc o takiej moliwoci, ale oprcz odwagi posiadali jeszcze rozum. Bya to jedna z niewielu rzeczy na jakie mogli liczy ludzie w tej koszmarnej rzeczywistoci. Chocia mieli miejsce na nocleg, to perspektywa zostania w tej opustoszonej osadzie nie podobaa im si tak bardzo jak mogoby si wydawa.
- Jak mylisz - zapyta Geoffrey sczc Nuka-Cole z niezbyt czystej butelki - Co tutaj mogo si sta?
- Wedug mnie napadli ich owcy Niewolnikw - odezwa si Dick zajty konserwacj swojej broni - Miecina nie jest dua, wic szybko udao im si rozbroi mieszkacw, a potem poszo ju gadko.
- Nie zgadzam si z tob - Geoffrey sta si bardziej powany - Wiem, e Slaverzy szybko mogliby przej takie mae miasteczko, ale gdyby to byli oni, to napewno nie zostawiliby tutaj tylu cennych rzeczy. Pomyl sam, oni dla pienidzy zrobi wszystko. Gdyby mieli okazj obrabowania caego miasta, to napewno wykorzystaliby j.
- Wiesz co, chyba masz racj. Ale jeli to nie Slaverzy, to kto? Czekaj, moe Raidersi... Przecie sam mi kiedy mwie, e sponsoruje ich jaka mafia Bishopw z New Reno. Oni nie potrzebuj tylu gratw, a ludzie zawsze mog im si przyda, wic porwali mieszkacw...
- Racja, jednak nie zapominaj o tym Combat Shotgunie, ktrego znalelimy dzisiaj. Raidersi na 100% nie zostawiliby takiego cuda. Zreszt i tak nie wida tutaj adnych ladw walki. Gdyby kto ich napad, to raczej broniliby si.
- A moe mieszkali tutaj jacy najemnicy dostarczajcy owcom ludzi, ale kiedy dowiedzieli si, e zbliamy si do miasta, uciekli w popochu. Mie zdyli nawet zabra najbardziej potrzebnych rzeczy.
- Jasne! Nas si wszyscy boj! - krzykn Geoffrey napuszony jak paw.
  Po tej wypowiedzi, w cichym od kilku dni miasteczku, po raz pierwszy od duszego czasu zabrzmia prawdziwy, szczery miech. Przyjaciele zjedli kolacj i postanowili, e przez noc bd czuwali na przemian. Nie wiadomo, czy kto lub co, co zmusio mieszkacw miasta do ucieczki, nie wrci.
  Nastpnego ranka dwjka wdrowcw odbya ma narad. Postanowili, e odejd std jak najszybciej. Czuli w tym miecie co dziwnego i niepokojcego. Na niadanie zjedli po iguanie i popili butelk Nuka-Coli. Na picie silniejszych trunkw pozwalali sobie tylko w wielkich miastach. Tutaj, w maym miasteczku na pustyni wszystko mogo si zdarzy. Nie mogli pozwoli sobie nawet na chwilk saboci. Zaczli si ju pakowa, a e nie byo to zbyt interesujce zajcie, zabijali czas rozmow.
- Wiesz co, Dick? - zagada Geoffrey, tylko po to, aby dopi Nuka-Cole - Czasami nawet lubi to wsystko. Robimy co chcemy i martwimy si tylko o siebie.
- Podobno, przed Wielk Wojn, kady musia pracowa, eby zarobi na ycie - rozemia si mniejszy i chudszy Dick - A my rozwalimy kilku owcw i ju mamy za co kupi arcie na cay miesic!
- He! Ciekawe, czy ci sprzed Wojny przeyliby chocia tydzie w naszych czasach?
- Pewnie, e nie. Za nich wszystko robiy maszyny albo automaty, a nic nie dbali i to ich zgubio. A my potrafimy zadba sami o siebie. Wiesz co... Jestemy od nich lepsi.
- A bye kiedy w Necropolis? - Geoffrey zmieni temat - Ja byem... Wszyscy mwi, e to okropne, zniszczone miejsce, ale dla mnie wydaje sie pikne. Widziaem kiedy, jak soce wschodzio nad tym do poowy zawalonym miastem i spodobao mi si to.
- Moliwe, ja tam nigdy nie byem. I nie auj.
- Ha! Nie wiesz co stracie.
  Przyjaciele skoczyli sie pakowa. Wyszli z budynku w ktrym spdzili noc i ju mieli wyrusza w drog do Broken Hills, gdy usyszeli jaki krzyk. Byo to woanie pene lku i przeraenia.
- Syszysz? - Dick natychmiast usysza dziwny dwik - Kto potrzebuje pomocy!
- To na co czekamy, sprawdmy to!
  W tej chwili, zza pobliskiego wzniesienia, ukazaa sie posta czowieka, ktry potyka sie i przewraca co kilka metrw, aby znowu powsta i rozpaczliwie biec w stron miasta. Ruszyli szybko w jego stron. Ich metalowe pancerze i plecaki, w ktrych mieli swoje rzeczy i bro, nie pozwalay im na szybki bieg. Zdjli plecaki i dziki temu znacznie szybciej dotarli do nieznajomego.
- Po... m... cie! - bekota wyranie wyczerpany i poraniony mczyzna - One tam... s! Bya ze mn... dziewczyna. Zostaa gdzie z... tyu.
- Widzisz t gbok ran na jego brzuchu? - powiedzia z przeraeniem Geoffery - Wiesz co j zrobio? - Wiem, Szpony. Ten facet musia je spotka. Kurde, ale wpadlimy. Jak si tu zejd, to ju po nas.
- Zostaa gdzie z tyu! - powtrzy szybko ranny.
- Widz j, ley tam na ziemi - powiedzia Dick, patrzc w kierunku z ktrego przybieg mczyzna - Pjd po ni, a ty si nim zajmij!
- Spoko, ale jak zobaczysz jakiego Szpona mierci, to spieprzaj stamtd jak najszybciej!
- Nie pierwszy raz mam z nimi do czynienia!
  Dick pobieg szybko do lecej na ziemi kobiety, zdawao si, e jest w lepszym stanie ni mczyzna.
  Dick i Geoffrey musieli niele si napracowac, aby podtrzyma przy yciu nieznajomego. Do jego zego stanu przyczyniy si nie tylko rany, ale i wysiek. Straci on wiele si prbujc dotzre do miasteczka, gdzie oczekiwa pomocy. Na szczcie znalaz pomoc i dziki temu jego ciaa nie rozszarpyway teraz gecki. Sytuacja kobiety bya o wiele lepsza - nie miaa a tak duej gorczki, a na jej ciele byy tylko siniaki i najwyej wiksze zadrapania. Moga ona adzyska przytomno w kadej chwili. Kolejna noc w tym tajemniczym miejscu nie przyniosa przyjacioom adnych wskazwek co mogo sie tutaj sta. Zaczli za to jeszcze bardziej rozmyla, w jaki sposb wszyscy mieszkacy miasta znikli bez adnych ladw. Tylko tych dwoje - mczyzna i kobieta, ktrzy teraz le w ku, mog im przybliy prawd. Bez wtpienia byli oni mieszkacami tego miasta. Tylko mieszkacy mogli wiedzie, e tutaj znajduj si jakie zabudowania. Wielu podrnikw przechodzio tym szlakiem, ale nikt nawet nie wspomina, e w pobliu niego znajduje si jaka miecina. Wielu innych z drugiej strony omijao te okolice ze wzgldu na grasujce tutaj grupki mutantw. Dick i Geoffreyem czuwali w nocy na zmian, ale warty byy krtsze ni zawsze. Trzeba byo opiekowa si rannym mczyzn, a to nie bya atwa, ani przyjemna praca. Z opatrunkami nie mieli problemu, bo stimpacki zatrzymay krwawienie. Geoffrey wanie robi obojgu rannym okady, aby troch zbi gorczk, gdy nagle w chwili zetknicia si chodnej, wilgotnej szmatki z czolem kobiety, jej rka drgna. Nie mina chwila, gdy jej oczy zaczy si powoli, jakby w obawie przed czym otwiera. W tej wanie chwili na spowitym mrokiem pustkowiu da sysze si okrzyk: "Dick, szybko - ona si obudzia!"
  Po kilku minutach kobieta siedziaa ju na ku. Dick, ktry dosownie przed chwil wszed do domu, chciaby zada od razu mnstwo pyta. Jednak Geoffrey powstrzyma go ruchem rki. Kobieta faktycznie potrzebowaa kilka minut, aby doj do stanu, w ktrym mogaby si porozumiewa. Wodzia sennymi oczami po cianach, suficie i twarzy jej wybawcw. Nie wiedziaa kim s, co przy niej robi, ani nawet czy jeszcze yje. To si w tej chwili dla niej nie liczyo. Bya jakby w letargu. Geoffrey nie mg ju duej czeka. Musia jej zada jakie, nawet najbanalniejsze, pytanie.
- Jak masz na imi? - powiedzia tak szybko, e mogo to sie wyda krzykiem.
  Kobieta szybko odwrcia gow w jego stron. Teraz bya ju bardziej przytomna. W uamku sekundy przypomniaa sobie, jak leaa na jaowym pustkowiu, nim stracia przytomno.
- Uratowae mnie! - w jej gosie brzmia podziw i wdziczno.
- Nie tylko ja. To mj przyjaciel przynis Ci tutaj. Ja zajem si mczyzn, ktrego znalelimy z tob.
- Co z nim? Czuje si lepiej ni ja?
- Raczej nie. Jego stan jest bardzo zy. A my nie mamy rodkw, aby uratowa mu ycie. Moe nie przey tej nocy... - Geoffrey wyranie posmutnia - Przykro mi...
- Pytae mnie o imi. Nazywam si Roly.
- Roly... Bardzo adnie.
- Dobra, dosy tych wszystkich uprzejmoci! - rozmowa zostaa przerwana przez Dicka. Moe by zazdrosny.
  Po tym krtkim wywiadzie przeprowadzonym z Roly, postanowiono zje obfite niadanie (decyzj podjto za wyrana namow Roly, ktra przejawiaa skutki przegodzenia), ktre skadao sie z kilku pieczonych iguan dobrze zaprawianych piwem, niezbyt wieych plackw kukurydzianych i pary jabek. Nam taki posiek moe wyda si niezbyt atrakcyjny - szczeglnie te pieczone iguany - ale na Pustkowiu bya to prawdziwa uczta, godna tylko szczeglnych okazji. Dziewczyna, widzc te wszystkie smakoyki, nie wytrzymaa i postanowia jak najszybciej napeni swj pusty brzuch, ktry zaczyna jej ju przyrasta do krgosupa. Wywizaa si z tego krtka rozmowa:
- Ho! Ho! Spokojnie, bo si udawisz. - jednak Roly nada poykaa apczywie ks za ksem nie zwracajc uwagi na upomnienia Dicka, ktry postanowi uy mocniejszych argumentw - Jak bdziesz si tak opychaa, to pomylimy Ci z wielk brahmin!
- Nie pozwalasz mi je? Dobra. Nie tkn ju nic wicej i umr tutaj z godu, a ty bdziesz mnie mia na sumieniu - musiaa si obrazi, bo wymawiajc te sowa zrobia min, jak robi dzieci, gdy nie chce im si kupi jakiej nowej zabawki.
- Nie o to mi chodzio. - Dick rozpaczliwie prbowa wyplta si z kopotliwej sytuacji - Chodzio mi o to, eby nie jada tak apczywie. Jeste bardzo godna, co?
- eby wiedzia! Przez te trzy dni, odkd opucilimy nasze miasteczko, nie miaam w buzi nic poywnego. Wanie! Dlaczego jest tutaj tak pusto, czy nikt oprcz mnie i Morty'ego (tak mia na imi ranny mczyzna) nie powrci do miasta?
- Opucilicie miasto? - milczcy dotd Geoffrey wyranie wykaza zaciekawienie - Po co? Tutaj by wasz dom.
- Spokojnie. Zaraz wyjani - powiedziaa to tylko po to, aby zyska troch czasu na przeknicie kolejnego ksa - Co jaki czas, nasz ma osad atakowa jeden, albo dwa Szpony mierci. Nie byo atwo je powstrzyma, ale byo nas tu troch i zawsze dawalimy sobie z nimi rad. Jednak ich ataki zdarzay si coraz czciej i postanowiono, e trzeba zniszczy gniazdo, aby pozby si ich raz na zawsze. eby plan mia szans powodzenia, kady, kto mg walczy, musia uda si na polowanie. Gdybymy mieli lepsz bro, to poszoby tylko kilku ludzi. Jednak dysponowalimy tylko sabymi pistoletami, wic wszyscy mczyni postanowili wzi udzia w tej misji - tutaj zrobia krtk przerw, aby znowu si posili - Kobiety nie mogy zosta same. Bez obrocw, nawet bardzo anemiczny Szpon, mgby nas wszystkie wybi. Poszymy wic razem z facetami. Powiem wam wicej jutro, teraz chce mi si spa...
- Odpocznij. Musisz duo spa, po tak dugiej utracie przytomnoci.
  Przyjaciele wyszli, aby zaj si swoimi obowizkami. Roly natomiast mimo tego, e dzie dopiero wstawa, uoya si do snu.
  Roly obudzia si tego samego dnia wieczorem. Po przebudzeniu przywitaa j zatroskana twarz Geoffreya. Mia jej do przekazania smutn wiadomo. Mczyzna, ktry mia znacznie wiksze obraenia od niej, zmar podzczas jej snu. Podrnicy spoziewali si, e do jego organizmu moe wtargn zakaenie, jednak nie mieli rodkw, przy pomocy ktrych mogliby go uratowa. Krtko przed mierci odzyska zmysy, tylko po to, aby wyjka co o potworze. W chwile pniej jego ycie dobiego koca. Dla dziewczyny nie bya to tak za wiadomo, jak mona by przypuszcza. Znaa go, ale tylko z widzenia i bya to dla niej jaka wielka strata, chocia jak stwierdzia: "Kade ycie jest bezcenne".
  Ta noc nie mina im jednak na aobie - nie ma na ni miejsca pord bezkresnych rwnin Pustkowia. Po tym jak Dick skoczy robi obchd, caa trjka przystpia do narady.
- Morty zmar dzisia popoudniu. Teraz musimy podj decyzj: wyruszamy natychmiast do najbliszego zamieszkaego miasta lub zostajemy tutaj na razie. - Dick zawsze by powany w takich sytuacjach.
- Ja wolabym nareszcie std odej - rzuci przyjaciel Dicka - Nie widz powodu, aby zosta tu duej.
- Nie mylicie w ogle o innych, ktrzy ruszli zniszczy gniazdo Szponw - powiedziaa z wyrzutem dziewczyna - Moe niektrzy, tak jak ja przeyli?
- To bardzo prawdopodobne, ale my nie jestemy ekip ratunkow!
- Jednak nie moemy te odej z myl, e mona jeszcze komu pomc.
  W taki mniej wicej sposb toczya si rozmowa w Opuszczonym Miasteczku - jak je nazwa Geoffrey. Trwaa ona ca, dug noc. A nad ranem przyniosa nieoczekiwane rozwizania.
  Zebranie, ktre odbyo si tej nocy byo naprawd dziwne. Nie bya to wielka narada, lecz rozmowa, w ktrej bray udzia zaledwie trzy osoby: Dick, Geoffrey i Roly. Nie mniej jednak tej nocy podjto wiele wanych decyzji. Pustkowie jakby przysuchiwao si powanej, spokojnej rozmowie. Na zewntrz byo zadziwiajco cicho - aden, nawet najmniejszy szmer nie mci spokoju. Zjawisko takie byo bardzo niezwyke, bowiem zawsze monabyo usysze ryki lub piski mutantw, mniej lub bardziej szkaradnych. Rwnierz niebo byo zadziwiacjco czyste. Biae jasne gwiazdy wieciy uparcie, rozrzedzajc mroki nocy.
  Przyjaciele nie mieli wtpliwoci: w miecie mie mona zosta. Postanowili te sprbowa ocali ludzi, ktrzy mogliby przey spotkanie ze Szponami. Szansa, e kogo znajd bya bardzo nika, jednak sprbowa trzeba! Podczas, gdy mczyni rozwaali jeszcze rne drobne sprawy, Roly zabraa si za pakowanie rzeczy potrzebnych do wyprawy. Musiaa spakowa du ilo prowiantu, Dick bowiem za adn cen nie chcia wraca do Opuszczonego Miasta. Z ywnoci nie byo wikszych problemw. Mieszkacy, ktrzy spodziewali si powrotu na swoj ziemi, zostawili wszystko na wierzchu.
  Do zrobienia zostaa tylko jedna rzecz. Roly znaa drog do jaskini Szponw, a podrnicy nie.
- Roly chod no tu!
- Czego wy znowu chcecie ode mnie? - bya wyranie wkurzona - Cay czas mi przerywacie!
- Spoko! Chcemy tylko wiedzie gdzie dokadnie jest ta jaskinia.
- Jeli mamy tam do, to dobrze byoby, gdyby nam choca troch wskazaa kierunek - Geoffrey by ubawiony nagym wybuchem dziwczyny.
- Dobra! Poka wam to miejsce. Macie jak map lub co takiego?
- Mamy co lepszego mi mapa - rka Dicka powdrowaa do plecaka i wycigna co na ksztat maego komputera osobistego - to PipBoy. Widzisz tu jes wywietlona mapa. Wska to miejsc, a ja wprowadz dane i napewno nie zabdzimy.
  Roly szybko wskazaa palcem miejce, w ktrym miaa si znajdowa jaskinia. By to teren raczej grzysty, ale wydawa si atwy do przebycia. Wypara ruszya o wicie, aby w poudnie dotrze do gniazda. Jak to powiedzia Dick: "Szpony mierci s aktywne przez ca dob, a wol je spotka w dzie, ni w nocy".
  Musieli wej do wntrza tej ciemnej i niezwykle wilgotnej jaskini. Ich zadaniem byo przecie ratowanie ludzi, ktrzy mogli zosta porwani przez Szpony. Pewnie pomylicie, e skoro Szpony s takie potworne, to po co wchodzi prosto do ich legowiska, aby znale tam ywych ludzi. Pomylicie te, e gdyby kto znajdowa si w jaskini takich zabjcw, to napewno do ywych by si ju nie zalicza. Musicie wic si czego dowiedzie o Szponach - s one drapienikami i, jak wszystkie drapieniki, wol poywienie wiee i raczej nie jedz padliny.
  Na Pustkowiu byy znane przypadki, gdy po kilku dniach czowiek porwany przez te demony wraca do domu ywy lecz skrajnie wyczerpany. Tak jest, DeathClawy czsto przetrzymyway ywych ludzi (i nie tylko), aby potem, po kilku dniach, mc si delektowa wieym misem. "Jecy" najczciej s przetrzymywani daleko od gwnego gniazda, czyli blisko wyj. Moe z tego powodu ucieczki s takie czste.
  Dick demostracyjnie przeadowa swojego Pancor Jackhammera, ktrym pozby si ju kilku zbyt natarczywych przeciwnikw.
- To co Geoffrey, idziemy!
- Pewnie... - Geoffrey spojrza dyskretnie na Roly - Ale nie moemy jej tu zostawi samej. Sam wiesz... Co moe si jej sta.
- Pewnie, e nie moecie mnie tu zostawi - powiedziaa z wyranym wyrzutem Roly - To ja pokazaam wam jak tu doj, mielimy i tam razem, musicie mnie wzi!
- Kurcze! - Dick by zy sam na siebie - Nie pomylaem wcale co z ni zrobi. Zostawi jej nie mona, a wzicie jej ze sob te mnie nie cieszy.
- Dziki za szczero, Dick!
- Nie zrozum mnie le, ale tam w rodku grozi ci jeszcze gorsze niebezpieczestwo. Ale zostawi ci przy wejciu do gniazda Szponw, to nie najlepsze wyjcie...
- Zostawi mnie nie moecie, wic musicie wzi ze sob! - Roly wykazywaa duy zapa.
- Dick, ona ma racj. Zostawi jej nie wypada. Trzeba j wzi z nami.
- Dobra, ale ty si ni opiekujesz. Chodmy ju!
- Chodmy!
  I weszli do tej jaskini, ktra dla wielu mogaby okaza si jednym z wielu miejsc, w ktrych mona znale swoje przeznaczenie. Oni jednak byli dobrej myli.
  Ju po chwili, gdy oddalili si od o kilkanacie metrw od otworu wejciowego jaskini, zaczy ogarnia ich zowrogie ciemnoci. Byo w nich co tajemniczego i potwornego, a zarazem spokojnego i nieugitego. Ciemnoci powoli staway si coraz gstsze, tak, e po chwili przestali widzie siebie nawzajem. Nagle cay korytarz rozwietlio jasne, czerwone wiato. By to Dick, ktry postanowi zapali flar, wiedzia bowiem, e Szponom o wiele atwiej bdzie ich zaskoczy w cakowitej ciemnoci, ni przy chociaby najlejszym wietle. Jednak i on, i Geoffrey, wiedzieli, e naga jasno zbudzona w tej norze penej mierci, moe przycign jej straszliwych mieszkacw.
  Dopiero w owym wietle flary zauwayli, i od gwnego korytarza, ktrym dotychczas podali, odbiegaj kilkakrotnie mniejsze odnogi. Na pierwszy rzut oka mg przej nimi tylko jeden Szpon, jednak byy wystarczajco due aby czterech mczyzn, rami w rami, mogo przej swobodnie. Moe po tym opisie atwiej bdzie Wam wyobrazi sobie, jak potne i wielkie s Szpony mierci - siejce strach na Pustkowiu i mroce krew w yach wszystkim ludziom. Ale wracajmy do opowieci. Te bowiem korytarze nasuny Dickowi pewn myl: "By moe na kocu jednej z tych mniejszych odng jest sala, w ktrej te bydlaki trzymaj ludzi". Tak te byo i, po krtkiej rozmowie, caa grupa ruszya rano w jedn z odng tunelu. Trzeba byo zapali jeszcze jedn flar, aby ciemnoci si rozstpiy, ta pierwsza bowiem zgasa.
  Okazao sie, e po kilku metrach mniejszy korytarz koczy si, dajc pocztek sali, ktra bya zaledwie dwa razy od niego szersza. Weszli do niej wolno, trzymajc mocno bro w rkach - w ciemnociach sali moga czeka na nich mier...
  W rogu tego dziwnego pomieszczenia leaa jaka posta. Skulona i obrucona plecami do bohaterw, w czerwonym wietle flary wygldaa jak kamie. Poruszya si nagle - prawdopodobnie dlatego, e zobaczya wiato. Kiedy posta obrucia si do nich twarz, ujeli, e jest to mczyzna. Musia bardzo dugo przebywa w ciemnociach, bo mry oczy spogldajc na przybyszy. Jego twarz przejawiaa oznaki odwodnienia: bya spuchnita i pokryta plamami. Nagle nieznajomy zakrzykn:
- Kim jestecie... One zaraz tu przyjd... Zabrali innych, zostaem sam.
  Geoffrey zapa mczyzn obiema rkami, bowiem nie wiadomo dlaczego, tamten zacz ucieka. Zapany wi si i macha rkoma. Trafi nawet Geoffrey'a w twarz, ale podrnik tylko mocniej cisn uciekiniera. W kocu wszystko ucicho. Ale nad ca grup zawiso niebezpieczestwo.
- Zwariowae gupcze! - sykn wyranie obruszony Dick - Teraz napewno Szpony si tu zjawi. Usyszay ci wszystkie mutanty w Pnocnej Kalifornii.
- Zostaw go. - Roly prbowaa broni nieznajomego - Znam go. By w grupie mczyzn, ktrzy chcieli zniszczy gniazdo. Szpony musiay go zapa.
- I co z tego. Nie chc zgin przez jakiego wariata. Jak si nie uspokoi, to go tutaj zostawimy.
  Przeraony przed chwil meczyzna wyranie si ucieszy, mona nawet powiecie, e by rozradowany.
- Zabierzecie mnie z tego miejsca... Co?... Chodmy wic... Szybko! - Teraz si z tob zgadzam. - powidzia Dick i obruci si w kierunku korytarza, ktrym tu weszli.
  Nagle sytuacja wymkna si spod kontroli. Mczyzna rozradowany perspektyw ucieczki zacz biega w kko po jamie, krzyczc: "Wyjdziemy std... Oni mnie uratuj... Bedzie dobrze!". Zrobi trzy okrenia i skierowa si w kierunku korytarza. Dick chcia ju zapa go i zatka mu usta, ale pomyla, e skoro od wyjcia z jaskini dzieli ich tylko niespena 100m, to nic ju si zego nie stanie. W chwili, gdy mczyzna przekracza "prg" dzielcy jam od korytarza, zowieszcze pomrki dotary do uszu przyjaci, a po chwili da si sysze bulgot zmieszany z okrzykiem przeraenia. Nasi bohaterowie stanli jak wryci.
- Ten dure sprowadzi tu Szpony. Jest sznsa. Geoffrey wycigaj z plecaka, to co masz tam najlepszego...- Dick nie skoczy mwi, bo nagle z otworu wejciowego poleciaa w ich sron rka "uciekiniera", poczona bya jeszcze z kawakiem tuowia. Ledwie zdya spa na ziemi, a w korytarzu zabysy zowieszcze oczy morderczej bestii.
- Trzymaj Dick - Geoffrey poda przyjacielowi Pancor Jackhammera, a sam wzi do rki Strzelb Gaussa (ktra bya jego najwikszym skarbem i uywa j tylko w naprawd cikich walkach). Roly przypad Pistolet Laserowy, ktrym od razu wymierzya w zowieszczy otwr.
  Z otworu znowu da si sysze pomruk potwora i nagle pady strzay, ktre przez dobre kilka sekund zaguszyy wszystkie inne ogosy. Kiedy wystrzay ucichy, zdenerwonana trjka usyszaa jakby odgos spadajcego z wysoka worka (bardzo wielkiego) z piaskiem. By to martwy Szpon. Dym wydobywajcy si z luf nie rozwia si jeszcze, gdy midzy Geoffrey'em, a Dickiem pojawi si drgi Szpon mierci. Jednym ruchem wilkiej apy powali Geoffrey'a, ktry poczu jak pkaj mu ebra. Dick jednak nie straci zimnej krwi i bez zastanowienia wpakowa cay magazynek w gow potwora. Bezwadne cielsko pado przygniatajc Dicka. Zapanowaa nerwowa cisza.
  Roly prbowaa wycign przygniecionego, gdy do pieczary wpad trzeci Deathclaw, przygniatajc dziewszyn swoim cielskiem. Naszczcie, niewiadomo skd, miedzy ni a potworem pojawi si Geoffrey i wepchn jakie zawinitko do pyska Szpona. Mimo bulu wsta natychmiast i szybko przenius oszoomion Roly w drugi koniec jamy. Na wszystko mia trzy sekundy. Szpon szarpa pyskiem, w ktrym znalaz si nieznany przedmiot, gdy jego gow rozerwa nagy wybuch, ktry przeuci rwnie ciao innego potwora i uwolnionego ju Dicka o kilka metrw.
  Szybko si pozbierali i skierowali do wyjcia z gniazda Szponw. Przebycie 100 metrw zajo im okoo minut.
- Co ty wsadzie temu Szponowi do gby?
- Plecak. A w plecaku by granat. Nie chciaem straci rki.
  Skierowali si w kierunku miasteczka. Po kilku minutach drogi doszli do siebie i przyspieszyli troch kroku.
- Co zrobimy jak ju dojdziemu do miasteczka? - Geoffrey mwi z trudem.
- Odpoczniemy troch, podleczymy rany i ruszamy do NCR. Roly musisz i z nami - zaproponowa Dick.
- Za nic was nie zostawi. 